czwartek, 10 listopada 2011

Mam już nowego netbooka, czas na naukę pisania (co proste dla mnie nie jest za bardzo).
Zabawne ile ludzi z mojego miasta rodzinnego prowadzi blogi i przyglądając się to niektórzy robią niezłą internetową karierę. Dziś znalazłam dwa nowe blogi dwóch innych osób i muszę poszukać dogłębniej i może znajdę kogoś jeszcze?
Spać się chce, ale bez znaku od Pana P. nie usnę.
Poza tym pojutrze wrzucę pierwsze zdjęcia tutaj! Urodzinowy ciuch, urodzinowe wspomnienia? Czego chcieć więcej. Niedługo się chyba stąd wyniosę :)

piątek, 4 listopada 2011

JUTRO KONIEC FEJSA!

Oj cofam wszystko z ostatniego posta. Aż go skasowałam, bo głupota głowę ściska. Jest dobrze, dramatyzowałam, ale biorę się za siebie! Ale to już! Poza tym czas na poszukiwanie płaszcza. Widziałam w orsay'u taki, że aż mi oczy wychodzą, ale chyba zrezygnuję z tamtego. Poczekam na jakiś inny. Szukam czegoś pożądnego i ciepłego, a za cholipe nigdzie nie mogę znaleźć. Odwiedzę w nadchodzącym tygodniu elzam (może jednak coś znajdę), w ostateczności odwiedzę Gdańsk. No ale się pochwalę! Wydałam niezłą kase na małą czarną, ale jak tylko o niej myślę to mi gorąco i ciepło na sercu się robi! (może to też przez to, że słucham Mike Posner'a, który robi przyjemną dla ucha muzykę, ale to za chwilę). 129zł za kawałek materiału - tak powiedziałaby moja mama, ale... Ja powiem, że to 129zł za materiał na imprezę urodzinową, prawdopodobnie sylwka, pełno imprez rodzinnych czy też nie, wyjazdów na jakieś romantyczne kolacje, wymarzona wizyta w filharmonii i wiele innych! Zakochałam się w niej i wiem, że mój mężczyzna też się zakocha! Nie mogę w internecie zdjęcia znaleźć, ale wrócę do Eg i zrobię sobie w niej zdjęcie. Kasia mówiła, że moja mina podczas zakupu była bardzo zadowolona.
A co do Mike Posner'a. W sumie to słuchałam zawsze dwóch piosenek, a teraz puściłam jakąś playliste na wrzucie i NIE MAM CO NARZEKAĆ. Strasznie fajnie, że w końcu znalazłam coś melanchlijnego, nie sprawiającego jakiegoś uczucia beznadzieji, wręcz przeciwnie. Czuję się jakbym pływała w chmurach. Brakuje tylko już jakiegoś ciepłego dnia dającego możliwości poleżenia na ziemi, pośmiania się, patrzenia w niebo i gadania o byle czym, albo właśnie słuchania Mike'a. Ale mi się zachciało jechać z Kasią nad Białe, usiąść tam na mostku, na który ona mnie kiedyś zaprowadziła i wcinać czekoladę. Mam ochotę też na herbate w termosie.
Wyżekłam się kaw w domu, wolę odwiedzać McDonalds'a i ich wspomagać pieniężnie kupując tam kawe oraz oczywiście moją ulubioną kawiarnie w moim małym mieście, które nazwałam dziś zapyziałe. No bo jakim prawem nie mam możliwości wyjścia z domu i opicia dnia taniego wina?! Jedyna osoba, z którą bym je tnęła i tak mieszka w Danii, a aktualnie przebywa gdzieś koło Częstochowy.
JUTRO KONIEC FEJSA!

niedziela, 30 października 2011

Dziękuję za swoją niestabilną psychike, wzruszanie się małymi rzeczami, przyjaciół, perspektywy na przyszłość, najbliższe 3tygodnie, w których POPRAWIĘ gramatyke, humor mi się utrzyma na dobrym poziomie i wiele innych pozytywnych aspektów. Wreszcie! Wreszcie mogę się pochwalić, że jest okej, dobrze, wygodnie, przyjemnie, ciepło w sercu, ciepło w pokoju! Mam co prawda bałagan, ale na szczęście nie w głowie tylko na łóżku i biurku, który planuję jutro ogarnąć. Nici z odwiedzin koleżanki, która jakoś w tygodniu prawdopodobnie urodzi Zosie (Zuzie?), a szkoda. Za to teraz w standardzie włączy mi się czas zadumy (powoli się włącza). Może wyjdzie mi to na ręke? Niebawem oczywiście minie rok i będę musiała iść jako reprezentacja rodziny na mszę za wujka. Nienawidzę tego.
Nienawidzę także tego jak mój luby ma takie dni jak te ostatnio! Och! Dobrze, że jestem w Sztumie i widziałam się z przyjaciółkami. Przynajmniej jestem napełniona masą cierpliwości.
Mam jakieś specyficzne podejście do kościoła i do święta zmarłych. Dobry losie, że umiem to trzymać za zębami.

środa, 26 października 2011

żżż działa mi ż! Duże Ż, małe ż... Jakże dziwnie. Zacznę teraz nadużywać literki Ż w każdym momencie.
Ostatnie dni? Mieszanka wybuchowa wszystkich humorów, mieszanka informacji dobrych bardziej, dobrych mniej. Złe też były, ale mam nadzieję, że już jest ich koniec. Jutro 3godziny nauki z Różą. Na szczęście tylko 1.5h do gramatka, a na praktycznym jest nawet okej. No i w sumie co?... Dni mijają, czas się nie zatrzymuje, siostra z dziećmi będzie w grudniu, rodzice w sobote, Marla w piątek. Ja jestem zakochana, nie mam na co narzekać, ale jakoś mi się chce.
Boję się tej głupiej szkoły, boję się, że coś jednak nie wyjdzie, ale nie myślę, że nei zalicze. Zalicze, bo inni to rozumieją więc ja nie będę gorsza i też to zrozumiem.
Btw. zauważyłam, że jestem nawet normalna.
Btw2. materializm jest wszędzie, ale jakoś nie przeszkadza mi jak ktoś się do niego przyznaje.
Bym napisała coś sensownego, nawet dużo miałam do napisania, podzielenia się jakimiś przemyśleni, ale jedyne na co mam ochotę to spanie.

piątek, 14 października 2011

Będąc pogodzoną z własnym wnęrzem czuję się cudownie. Trochę jeszcze "nie ogarniam" pewnych spraw, ale na wszystko przyjdzie czas.

Dzień wcześniej zawitać do swojego miasta to coś cudownego. Dziś jest totalna ulewa, ale nawet ona nie ściąga mi uśmiechu z twarzy. Idąc tędy, spoglądając w boczne uliczki gdy idzie się główną, widzieć krople deszczu, które tak pięknie gdy odbijają się od podłoza. Piszę niczym poetka, wiem. Ale tak właśnie się czuję jak widzę to wszystko. Przed wyjazdem do Elbląga odkryłam jakieś dwa tygodnie wcześniej, ze nie chce mi się wyjezdzać i powroty będą przyjemne. Nie spodziewałam się jednak, ze tak bardzo.

Zaopatrzyłam się w nowe majtki (KTOŚ się pewnie ucieszy :-) ) przyszła bluzka z allegro.pl , strasznie prześwituje więc muszę się zaopatrzyć w coś pod spód, ale bluzka zapinana na guziki z zabotem bardzo podkreśla moją figure i nie robi ze mnie wysuszonego patyka tylko szczupłą dziewczyne. Poza tym akcja przytycie aktualnie się udaje. Dziś na obiad rybka z ryzykiem, jutro rybka w papilotach, którą poleciła mi Kkaha (o ile nie znajdę innego równie taniego przepisu na rybe). Samą rybe zakuipe w lidlu, cóz. Nie ma co się lubi to się lubi co się ma!

I w sumie to nie mam co pisać, śniadanie oraz kawa u kolezanki zaliczona, potem odwiedziny znajomych. Jutro Pan P. i czego chcieć więcej? :-)

Poza tym to humor jest cudowny! Nie pójście na praktisch deutsch i przyjechanie dzień wcześniej do domu wyszło mi bardzo na rękę. Zresztą! Dziś dzień nauczyciela! Czego oni ode mnie wymagają?! :)

niedziela, 9 października 2011

Jest juz Elbląg. Juz zaczynają się nowe chwile, niedługo mam nadzieję - będą nowe zdjęcia. Niekoniecznie ze mną, ale koniecznie z Polską "złotą jesienią" i polskimi dziewczynami. Wszystkie kryzysy jakie były raczej zostały zazegnane, a wręcz zdecydowanie zostały zazegnane. Dalej mam coś z tą durną literką i juz mnie to niezmiernie denerwuje. Musze pogrzebać w ustawieniach. Dni mijają jeden po drugim, u moich znajomych zmieniają się humory, u mnie zmienia się w tygodniu otoczenie. To Sztum i odpoczynek, to Elbląg i nauka (a przynajmniej stwarzanie pozorów). Jutro mam nadzieję, ze w końcu poproszę jakąś dziewczyne o pomoc w tej cholernej gramatyce, bo inaczej to ładnie odpadnę od mojej niewielkiej grupy, która jest całym moim rocznikiem. Ciekawi mnie to wszystko co przede mną i jednocześnie tak przeraza, ze czasem nie wiem z której strony ugryźć te wszystkie rzeczy jakie muszę zrobić zeby ta moja przyszłość nie legnęła w gruzach niczym domek z kart przez jeden zły oddech. Kasia lezy, powiadomiła mnie o tym kto się do niej odezwał, a ja leze i rozmyślam o jakiś rzeczach, które ogólnie to powinna wybić sobie z tego mojego zakutego łba w którym ostatnio roją się jakieś chore domysły. Jestem jednak nastawiona do wszystkiego pozytywnie, jestem zakochana, jestem szczęśliwa, a tego nie ukryję. Tego, ze chce mi się wstawać co rano, iść studiować w swojej grupce nowych kolezanek.

Dobija mnie tylko to, ze w sobote za 6dni o tej godzinie koncert w Łodzi będzie juz trwał w najlepsze, a występ Pidzamy Porno będzie zblizał się wielkimi krokami. Jest nadzieja! Moze zagrają w przyszłym roku z okazji 25lecia. Chciałabym, chcę.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

"ja pierdole ale się zakochałam"

Więc na swoje szczęście nie wiem czy tak powinno być i czy chciałam aby tak było. Pierwszy raz od lat pokazuję komuś im jestem tak naprawdę, pokazuję ze płaczę jak się czymś przejmuje, ze po chwili się śmieje. Chyba wypowiedzenie słów "jakby to było jakby mnie nie było" nie było przyjemne, ale dowiedziałam się w końcu jak bardzo dobrze mi jest oraz czego potrzebuję. Dostaję w końcu coś czego tak bardzo chciałam, bo dostaję cierpliwość, gadanie całymi dniami, całusy, oraz przytulanie które jest spoko! Poza tym nie wiem czemu się ciągle boje -bo tak bardzo się sparzyłam? Sama sobie boję się powiedzieć, ze "on jest inny" i nie mówię tego tak dosłownie oraz wyraźnie.


Ale w dni bez niego wegetuję. Nawet jeśli się boje to coraz mniej, za to ze ciągle gadamy. No HELOOOŁ (ahihi! ^^ )

czwartek, 9 czerwca 2011

donots

Czuję się jakbym w internecie miała masę ludz współodczówającą moje uczucia, a jednocześnie ludzi pełnych egoizmu. Done. I'm going to hate everybody.


Do tego dodam chęć zmniejszenia moich problemów do zera, bo kiedyś przestaną się i tak dla mnie liczyć. Poza tym ludzi spotykają większe tragedie, a ja muszę nabrać dystansu.
Danke, danke.

sobota, 4 czerwca 2011

dear dexter...


Wiesz jak to jest żyć w stanie zagłębienia emocjonalnego? Ja wiem, wiem jak boli każda chwila spędzona w takie dni jak ten poza miejscami i czynami gdzie człowiek mógłby się uspokoić. Zabijam się powoli od środka, dla tego do środka nie wpuszczam nikogo. Wolę chować się w sobie, to co chcę mówić, mówić innym, swobodnie poruszać się w sposób obwieszczający zagładę mojego ciała przez myśli o pewnych sprawach. Jest mi przyjemnie, powoli się zakochuję nie widząc w tym najmniejszego sensu. Chce mi się płakać, właśnie teraz, w tym momencie. Popłaczę się, albo zepne i nici z miłego dnia z rodzicami. Ranię Pana Ł., siebie ranię przez Pana P., o którego chciałabym zawalczyć, ale uporczywie siedzę spokojna i nie działam. Nie będę działać póki nie dowiem się na czym stoję. Uwielbiam Dextera, za chwilę koniec 4tego sezonu, a właśnie Pan Ł. się odezwał, że "acha, ok. rozumiem" przy czym pewnie czuje sie jakby ktoś wbijał mu nóż w serce. Nie wiem jak to naprawić, nie wiem jak się zachować, ale wiem że wszystko się ułoży. Będę żyć w zgodzie z naturą. Będzie mi przyjemniej. Tylko czas wziąć konsekwencje na klate, a potem nauczyć się żyć. Będzie pięknie, cudownie... Będzie dobrze. Tylko muszę poczekać na to "czemu, dlaczego". Świat pełen żalu wobec mnie, czy też ja wobec niego?
Kocham życie, wiem, że będzie dobrze. Tylko muszę przeżyć to co przeżywam i się ułoży, prawda?

poniedziałek, 30 maja 2011

"Mężczyźni, którzy Cię zaczepią, od razu stracą zainteresowanie Tobą, kiedy przejmiesz inicjatywę"

Irytuje mnie dalej brak luterki 'z z kropką u góry'. Poza tym chyba zatopię się w najblizszych dniach we własną siebie. Juz to robię jakiś czas, ale dopiero od chwili czuję się pewniejsza własnych potrzeb. Seksualnych, uczuciowych i innych mozliwych.

poniedziałek, 23 maja 2011

good things are ...

... FUCKING HARD TO FIND.

Jaki dziś ładny słoneczny dzień. Z racki dnia, który powinien napawać mnie radością zycia - mam znowu swoj wahania nastroju, mam swoje depresje, swoje głuipe filmy w głowie.
Chyba zaraz ściągne w końcu "Wściekłe psy" i obejrzę. A w tym czasie jeszcze Pulp Fiction.
Nie chce mi się szukać sensu zycia. Mam go w dupie. I dobrze, ze nie mam dostępu do pistoletu.


Dear God. Why you make me a woman? I'm in big fucking problem. I have big fucking hole deep inside my soul. I don't want have it but I have it. What now? WHY AM I WOMAN?!

niedziela, 22 maja 2011

it's not my problem!

nie wiem co się dzieje, co się we mnie tli. Mam ochotę wstać i iść na spacer, ale nie sama. Z dwiema (w sumie trzema, ale o tej trzeciej bardziej chce mi się porozmawiać) osobami. Ewentualnie mogłabym wyjść z domu i porobić jakieś zdjęcia. Otacza mnie wyimaginowana samotność pełna nadzieji. Juz powoli zaczyna mnie ta nadzieja boleć i uwierać gdzieś tam koło płuca nad jakąć trzustką, wątrobą i innymi takimi śmiesznymi. Na śniadanie 4krakersy i odrobina orzeszków, bo nie ma to jak pozywne śniadanie! Dziś i tak pewnie mało zjem. Wiem to po wczorajszym.

Sama nie wiem co się dzieje! AAA!

niedziela, 15 maja 2011

geht ab

Chyba kazdy potrzebuje czasem chwili spokoju dla siebie i własnego ciała. Cały dzień spędzony w pizamie po dniu pełnym wrazeń jest potrzebny dla zachowania równowaki w przrodzie. Zeby się jing i jang nie zmieszało ;-)

Mój taki dzień jest dzisiaj. Ciekawię się kiedy wróci mój kolega, ciekawię się kiedy będzie obiad i rozmyślam o niebieskich migdałkach. Ile czasu mozna przeciez myśleć o "sensie istnienia" czy czymś co poprostu tego wymaga. Mam dziś takiego lenia, ze niedługo rzucę się na łózko czytając moją lekturę pozyczoną od Baśki juz kilka miesięcy temu, bo przeciez jestem juz po ustnym polskim. Przydałoby się, zeby zacząć czytać jakieś niemieckie artykuły jako przygotowanie doustnego niemieckiego. O! Nawet do rozmowy kwalifikacyjnej!

I dziś mi serdecznie przyjemnie i przyjaźnie... Nawet mnie pogoda nie dobija. Mam w sobie spokój (jak poetycko! :-) ) Mam nadzieję, ze jak przyjedzie Michał to się rozpogodzi i pójdziemy pooglądać bunkry.

Kto zna jakieś miejsca gdzie znajdują się bunkry?! :-)

poniedziałek, 9 maja 2011

obrazy w mojej głowie, nigdy o nich Ci nie powiem

Staramy się by było lepiej, budujemy własny mały świat we włosanych głowach. Coś na miarę baniek, które nas otaczają, które bronią nas przed złem świata. Posiadamy te bańki mniejsze i większe, a ja nie mam teraz na myśli 45centymetrów zwanych "strefą intymności" tylko mam na myśli własną twierdzę w głowie, która często powinna być z litego tworzywa, najlepiej niezniszczalnego. Niestety często się zdarza, ze owy bunmkier jest z tego samego tworzywa co domki dwóch pierwszych świnek z opowieści o trzech świnkach. Whooo whoooo i domka nie ma. Moja twierdza budowana ostatnimi czasy z dosyć dobrego materiału miała niezbyt odpowiednie fundamenty, a do tego podczas budowania zapomniałam o kilku szparach. Jedna szpara juz zamknięta, a reszta w aktualnym stanie jest mniej wazna, bo przypomniałam sobie jakim dziwnym trafem zapomniałam o tych szparach. Zapomniałam o rozmowach, a takze o tym co mogą dać mi ludzie, którym ufałam niegdyś dłuzszy czas, a teraz poprostu się to gdzieś zgubiło. I mimo, ze o tym pamiętam, o tym ze jeśli coś się stanie to mam z kim rozmawiać to zatraciłam się w sobie stwierdzając, ze muszę nauczyć się polegać sama na sobie. Błędne myślenie stawało się błędnym kołem. Otwieranie się na ludzi nie jest niczym złym, trzeba to robić "z gracją", ale ja wolę ludzi którym ufam. Nie chcę poznawać nikogo nowego, aby widzieć w nim "przyjaciela", chcę poznać kogoś nowego do wymieniania poglądów. Chcę się cieszyć. Moje zmiany mi odpowiadają.

Dalej jestem zadowolona z fryzjera, a moje szczęście dalej promieniuje na skalę mojej twierdzy, tylko trochę przygasło. Czemu ranimy ludzi, których często ranić nie chcemy? Czemu krzywdzimy często nie wiedząc o tym i czemu uciekamy od rozmów? Przyda się nad tym zastanowić, ale po co? Większy sens jest by wyjść z domu i porozmawiać z kimś z kim powinno się to zrobić.

Mam ochotę iść do Pana M i powiedzieć jak bardzo go kocham i tęsknię, mam ochotę usłyszeć to samo i mimo, ze mam jeszcze jako taką świadomość tego to chciałabym być juz bardziej usamodzielnioną i odizolowaną od niego dziewczyną. Czas się wziąć za naukę. Jutro. 17:00. Polski ustny.

Oj

czwartek, 5 maja 2011

Ah, stumblin' in, mmm, stumblin' in!

Powoli się zatracam, powietrze mimo ostatnich dni chłodu wypełnia się dla mnie cząsteczkami radości. Wiem, ze fryzjer kobiecie daje duzo, ale w momencie kiedy ja do niego poszłam nie spodziewałam się takiej zmiany, nie spodziewałam się, ze ja umiem jeszcze być tą osobą, którą byłam niegdyś. Wydawało mi się, ze zatraciłam się w sobie podczas przechodzenia mojej własnej cudownej i prywatnej depresji. Nie przerazają mnie juz piosenki o miłości, nie przeraza mnie to co ostatnimi dniami robię. Przeraza mnie tylko matura, w międzyczasie dopadają chwile słabości związane sama nie wiem z czym. Do uśmiechu za to doprowadza mnie kumpel, który zaczyna być coraz szczęśliwszy ze swoim nowym stanem ducha. Z jego zakochaniem moje zauroczenie nie wydaje się tak straszne, z jego zauroczeniem moje szczęście rozkwita. Dochodzę do wniosku, ze i mnie przeziez ktoś kiedyś zaakceptuje i powoli przestaje mi być do tego spieszno, chcę zrozumieć najpierw swoje wnętrzne szczęście.

Człowiek jest największą zagadką na liście zagadek świata. Działamy na tylu emocjach, ze czasem nam moze się zdawać, ze nad nimi panujemy. Taka "śmigło prawda", bo zawsze emocje w nas są, niektórzy mogą jakoś je zmniejszyć, ale nie do zera. Sama wiem jak było mi tragicznie jakiś czas temu, jak bardzo chciałam nienawidzieć świata. Teraz tylko marzę o tym zeby wziąć sprawy bardziej w swoje ręce. Dziwne jak człowiek moze zmieniać swoje ja zaczynając od najmniejszych rzeczy, najmniejszych kroczków. Samoakceptacja jest jednak wazna, a ja znowu co rano powtarzam sobie, ze "jestem ładna, fajna, zajebista". Co rano tez jem sniadanie, w ogóle jem więcej - W KOŃCU! I mam wielką ochotę na wielki, zajebiście długi spacer, mam nadzieję, ze jutro wypali ;)

W momentach gdy mam w głowie za duzo pisania, nie wiem co pisać, nie wiem od czego zacząć. Mam chaos, ale w końcu jakotako uporządkowany, chcę pomagać, ale powoli sama przestaje wiedzieć jak. Dobrze wiesz, ze to do Ciebie. Dobrze wiesz, ze to nie koniec świata, ale sam chyba nie za bardzo chcesz mojej pomocy...

Dziękuję, dobranoc. Pchły na noc, karaluchy pod poduchy.

Maturzyści! Udanego angola! Niech CKE nie ma trzeciego karnego kutasa za chujowy arkusz!

[dodane.]

Wyszłam juz ze swojej głowy pełnej marzen, uspokoiłam się. Mam wielką ochotę poznać kogoś nowego, ze swoim poglądem na świat. Zwyczajnie, zeby pogadać, popisać...

wtorek, 3 maja 2011

Abitur

Jutro zaczyna się jazda bez trzymanki. Pierwsza matura, polski na 9rano. Mój zołądek zaczyna tańczyć makarenę, z kazdą chwilą skręca się coraz bardziej. I to by było na tyle... I tak dziś się juz niczego nie nauczę.

poniedziałek, 2 maja 2011

turn off the light

Mam kaca moralnego. Nigdy więcej nie piję w nowym towarzystwie, tym bardziej jeśli są to w większości jacykolwiek faceci. Czułam się obserwowana - jakby kazdy wiedział o mnie i moich prywatnych sprawach. Alkohol to taka zła sprawa, pociąga za sobą sznurek wydarzeń. Wolę go jednak unikać, juz nie mam ochoty na piwo, na cokolwiek. Chce mi się jedynie odrobiny soku pomarańczowego i magnezu oraz pogadania z najlepszym kumplem, który pewnie aktualnie śpi i leczy swojego kaca. Weekend majowy czas zacząć!

Powiedziałam mamie, ze gdzieś z Nią pójde... Pytanie brzmi: GDZIE?!

środa, 27 kwietnia 2011

zu lange zu sagen

Żałosna się robię powoli dla samej siebie. Męczą mnie coraz częściej jakieś głupie wachania nastroju, dopada przedmaturalny stres i włączam do tego beznadziejną sytuację w głowie. Czas przestać zajmować się pieprzotami, bo za kilka dni układać będę sobie drogę na reszte zycia. Szkoda az myśleć co się stanie, jak powinie się noga. Prawda jest taka, ze jeśli komuś temat nie podpasuje to dupa jasna i po ptokach, bo na pewno poprawić łatwo nie będzie.

Powoli dochodzę do siebie mimo, ze mam "burdel w mej głowie, jak w damskiej torebce". Irytuje mnie brak literki alt+z

Zastanawiam się kiedy ponownie zachce mi się jeść, bo moja waga przy wzroście moze i mnie juz nie przeraza, ale przeraza mnie samo to, ze znowu i znowu nie jem. Moze to przez ten burdel, ale ja chyba sądze, ze to przez uświadomienie sobie jak wiele zalezy w moim zyciu od innych. Powoli a jednocześnie szybko muszę to zmienić.

Zakończenie roku 26maja. Tęsknię mocno juz za tym, ze na studiach nie będzie juz przychodzącego do mnie Michała, który mnie rozweselał. I którego dziś w myślach pierwszy raz nazwałam "przyjacielem". Nie powiem tego na głos nigdy...

Swoją drogą nie lubię tego słowa, w dzisiejszych czasach jest dla mnie bardziej sztuczne niz mniej. Nie lubię tez słowa "randka". Moze ze względu na to, ze nigdy na zadnej nie byłam. Zresztą "randka" to takie sztuczne filmowe słowo.

Dziękuję. Poddaję się. Nie umiem ubrać myśli w słowa.

niedziela, 10 kwietnia 2011

sobota, 9 kwietnia 2011

#7

Jestem... Podirytowana. Albo też poddenerwowana. Sama nie wiem już.

Zastanawiam się na czym polega okazywanie uczuć, jak budowane są związki, w których ludzie albo się kłócą, albo nie kłócą i i tak na dobre im to wychodzi, bo potrafią się z sobą dogadać. Pokazują sobie uczucia (bo przecież niektórzy umieją to robić! ŁAŁ!), pokazują, że im na sobie zależy. Ale jak to jest gdy tylko jedna strona się stara? Przecież ta starająca się strona może dostać w psychikę taki cios, który może zostawić ślad na kilka dni, miesięcy, lat i się choć odrobinę zabliźnić, lub może zostawić ślad na długie lata i nie znikać w ogóle. Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną jestem w rozsypce, której nie da się posklejać, nie da się w żaden sposób zakryć ran jakie mam na sobie. Ale na chwilę bardziej obecną i teraźniejszą jestem w jako takim amoku. Mam ochotę nazwać syna Dexter i być jego ojcem Harry'm (bądź matką Hariet'ą, bo na faceta nie wyglądam za bardzo).

Wiem, że zdarza się, że człowiek nie trafi na człowieka, że będzie wtedy niemiło. Wiem, że tak się dzieje. Jednak wyjaśnijcie mi proszę jak to może być tak, że jak jest związek dwóch osób, to jedna ciągle się stara, a druga myśli tylko o sobie? Nie rozumiem do końca egoizmu w związku. Nie rozumiem jak czasem można nie doceniać wielu rzeczy? Zresztą w ogóle nie rozumiem związków, które są "po raz któryś". Mam ochotę kurwa wstać i przyrżnąć głową w moją cudowną ścianę z cudowną tapetą.

Nie umiem racjonalnie zlepić myśli, bo mam ich w głowie za dużo. Przede mną są moje kody, moje zdjęcia do dokumentów, słuchawki, telefon, śmieci i w tym nasze zdjęcie... Oderwane od ludzi, którzy utrzymali mnie przy życiu, a my... My tak cudownie rozdarci. Nie między sobą nawet tylko na kawałki. Rozszarpani jak roszarpana w amoku kartka, list. Dokładnie. Jak rozszarpany w amoku list, który otrzymała kobieta po wojnie. Taka, która czekała na swojego męża, ojca swoich dzieci, która co dnia wyczekiwała go, a zamiast Niego przyszedł jakiś durny fagas i dał jej list, w którym zawarte były słowa jaki to był cudowny człowiek, jak wiele zrobił dla kraju i jak bardzo jej współczują. Pewnie te pieprzone listy wysyłane były w pieprzonych masowych ilościach i tylko podpisywane przez jakiegoś gupernatora czy chuj go wie.

Miłość jest czymś więcej niż słowami, niż pieprzonym spędzaniem ze sobą czasu. Jest okazywaniem podpory, pieprzonym okazywaniem skruchy gdy zrobi się coś źle. Zasraną oazą spokoju do której się chce wejść po zasranej burzy piaskowej.

Schudłam, zmalały mi cycki. Nic w tym by nie było złego, gdyby nie to, że teraz są takie brzydkie i obwisłe.

Chce mi się palić. Łole!

piątek, 8 kwietnia 2011

versauen!

Co bym zrobiła gdyby nie inni? Chyba bym wiecznie siedziała i płakała. Po co jednak siedzieć i płakać skoro można (uwaga! uwaga! werble!) cieszyć się! Mój pęcherz za chwile się na mnie wścieknie, a głowa nawrzeszczy tak więc chyba muszę sprawić żeby się uspokoiły bym mogła sklecić sensowne zdanie.

Jestem więc. Zbliża się 10kwietnia. Rocznica Smoleńska. Dziś w szkole odbył się apel z tego powodu, apel, który nie wiem czy doprowadzał mnie do rozżalenia czy rozzłoszczenia. Irytuje mnie już strasznie to wielkie 'halo!' wokół ludzi, którzy kogoś tam stracili. Nie dano im ani odrobiny chwili do przeżycia swojej żałoby w spokoju, bo na każdym kroku w wiadomościach jakichkolwiek ZAWSZE jakaś wzmianka o Smoleńsku. ZAWSZE coś. Ile można? Mnie już to irytuje mimo, że nie przeżywam tego tak bardzo. Szkoda mi tego, że to się stało, szkoda by mi było nawet jeśli by nie było tam takich ludzi jacy byli, bo są granice dobrego smaku. Są granice, które media przekroczyły niejednokrotnie w mijającym roku. Są strefy intymne ludzi, którzy chcieliby mieć już spokój od tego wszystkiego. Ludzie, którzy wypowiadali się w niedawno wyemitowanym "W milczeniu" sami już prawili, że mają dosyć, że teraz niech ich ludzie posłuchają, a nie mediów. I tak oto właśnie wiele spraw ujrzało światło dzienne. Śmię sądzić, że jeszcze wielu ludzi się ze mną zgodzi.

Mimo, że w sumie dużo nie napisałam i napisałam bezsensownie.

Mam ostatnimi czasy jakąś blokadę w głowie i próbuję ją ściągnąć. Mimo, że kurde mogę. Nie umiem.

Dziękuję - idę na Dexter'a.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

bezspornie? turn your head...

Siedzę i rozmyślam, że zamiast pisząc pracę maturalną biegam po pokoju i robię wszystko inne. Szukam jakiejś spokojnej piosenki, która mnie wprowadzi w nastrój jakiś inny niż myślenie. Wpadłam na Bjork - All is fill of love i marzę aby tak było na prawdę. Moje słowa, myśli i czyny ostatnio stają się dla mnie zbyt męczące i monotematyczne. Chciałabym aby moje szczęście do mnie wróciło, bo póki co chyba strzeliło sobie kulkę w gardło i padło (niczym Ziembiewicz, który zauważył, że nic pożytecznego w życiu nie zrobił). Nie wiem czy mam dziś ochotę na pocieszanie siebie, że będzie dobrze i przyklejanie sobie uśmiechu do twarzy. Póki co nie tęsknię za tym uśmiechem, poprostu siedzę i wiem, że będzie dobrze. Tylko dalej nie chce mi się leżeć, nie chce mi się palić, upajać alkoholem, próbować czegoś nowego. Pamiętam jak pisałam kiedyś o pozycji embrionalnej - chcę jej. Najchętniej wróciłabym tam skąd przyszłam, bo zaczyna mi się wydawać, że świat zaczyna mi się kończyć pod stopami z powodu mojego własnego lenistwa i niechęci do niektórych zmian. Może to ta dzisiejsza pogoda?

Bo w sumie... Czuję się dobrze, chce mi się cieszyć i wiem, że wystarczy, że tam w środku gdzieś między żołądkiem, a jelitem cienkim coś przekręcę własną siłą świadomości i zacznę się uśmiechać. Tylko jeszcze nie za bardzo znalazłam powód, siły i chęci aby to zrobić.

Tak, to zdecydowanie przez pogodę.

Bo po wylaniu żali nawet się uśmiechać zaczęłam :)

niedziela, 27 marca 2011

Changes.

Czas na zmiany. Zrobienie wiosennych porządków w szafie i wyciągnięcie na górę swoich luźniejszych ciuchów, nawet tutaj czas na pewne zmiany. Pewne bardziej wesołe słowa, bo tak teraz mam. Oczywiście nie zapominajmy na "uzielenieniu" tego miejsca! :-)

Jestem troche zażenowana własną osobą - była kuzynka, taaaak baaaardzo chciałam z Nią porozmawiać, a skończyło się na szybkim spanku. Och kocham jak coś dzieje się z moim gardłem. Przynajmniej nie żałuję tego czemu tak się stało. Zauważyłam, że nadużywam wszystkich możliwych znaków interpunkcyjnych! Co można zmienić po zakończeniu związku, w którym czuło się nieszczęście z powodu tego kim się jest, a jednocześnie czuło się pożądanym? W sumie wiele, mój kuzyn niedawno został porzucony po dwóch latach związku i wziął się za siebie, ja po 10ciu miesiącach myślałam, że to koniec świata. Dziś sama się śmieję, bo popijam na chore gardło kubusia (tak być nie powinno!) i biegam po domu z szalikiem. Uświadamiam sobie co robiłam przez te dziesięć miesięcy źle, co dobrze, czego żałuję. Kochanie to zwykła ściema w momencie gdy tylko jedna strona zabiegała o drugą. Dziś zastanawiam się czy całe moje życie musi kręcić się wokół mnie, miłości oraz "asystenta". Jak to jest, że młode osoby tak bardzo lubią wyolbrzymiać wiele spraw? Czemu to my zawsze stwarzamy sobie problemy? Śmieszy mnie to nie mało, ale dobrze mi z tym.

Zaczynam plątać się we własnych głupotach. Nie zmienia faktu, że jestem leworęczna, posprzątałam w szafach, napisałam posta, w planach mam przeglądnięcie chociaż części płyt, które nadają się do wywalenia. 

Znowu mam za dużo enegrii, a jednocześnie za mało sił żeby ją jakoś wykorzystać. :-)

czwartek, 24 marca 2011

ganz anders als perfekt.

Cześć... Przeszłość chciałabym z Tobą porozmawiać. Powiedzieć Ci coś ważnego.

Dziękuję, że dałaś mi tyle wspomnień mimo, że nie wszystkie są dobre. Fajnie mi z Tobą, jesteś warta więcej niż niejedne miliony. Dzięki, że istniejesz, że dajesz mi tyle od siebie. Ty najlepiej wiesz, że... Nie jestem idealna, nie potrafię Ciebie zawsze doceniać, nie umiem wielu rzeczy. Jest tylko jeden mały niułansik - Ty też nie jesteś idealna więc nie wrzucaj mi dobrze? Stawiam każdy krok i ktoś mi powiedział kiedyś, że z Tobą nie da się nie żyć, że nasz związek jest już na zawsze, na wieczność. Nawet jeśli będziesz mnie bolała. To nie jest fer, bo Ty mnie możesz ranić, a ja Ciebie nie.

Wiem, wiem...

Dobrze, broń się. Masz po co.

Wiem! TAK WIEM! Robiłaś też dla mnie wiele dobrego, to co możesz mi przypomnieć to mi przypominasz. Nie krzycz na mnie, nie unoś się...

Tak, tak. Też Ciebie kocham.

Czy jestem z Tobą szczęśliwa? Tak hmm nie do końca...

Przepraszam, ale nasz związek nie ma sensu. Musimy to skończyć... Przepraszam Przeszłość, ale kochajmy się tak z osobna. Koniec z nami.

Nauczymy się żyć bez siebie, przecież wiesz. Nie, nie mam nikogo na boku. Poprostu przyjemniej spędza mi się czas ze wspomnieniami, bo one zawsze gdy mnie odwiedzają jest mi milej. Z Tobą się kłócę, ostatnio prawie ciągle. 

Przeszłość... Nie zabijesz się. Nie znikniesz z mojego życia... Wspomnienia będą mi o Tobie przypominać.

Dobrze! Powiem Ci! Przyszłość mi wpadła w oko! Przyszłość jest co prawda pod pewnymi względami bardziej brutalna, bo jest szczersza, aczkolwiek... Jest bardziej przyjazna. Optymistyczna i pozytywna. Powoduje, że chce mi się żyć! Nie to co Ty...

Mam, owszem. Mam co Ci wyrzygiwać, ale nie chcę. Nie zasługujesz na to. Wyrzygiwałam Ci to zawsze w danym momencie, poprostu tego nie zapamiętywałaś. Trudno. Jesteś dla mnie i tak bardzo istotna. Jednak nie mogę dalej się z Tobą męczyć...

Z nami koniec. Żegnaj. Sama wiesz, że kiedyś i Przyszłość i Wspomnienia zbratają się z Tobą.

poniedziałek, 14 marca 2011

"brała tabletki na łzy"

Wiem, że w żaden sposób nie będę umiała opisać swoich uczuć. Swojego bólu. Wiem, że część będzie mnie w stanie zrozumieć. "nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości" we mnie zabija się właśnie wszystko. W sumie NIC nie umiem napisać, NIC racjonalnego. Nie wiem jak wstać z krzesła by iść się umyć, nie wiem jak położyć się spać ze spokojem, nie wiem jak wstać jutrzejszego ranka żeby iść na badania, a potem do szkoły, nie wiem jak żyć i funkcjonować. Nie umiem puścić pozytywnej piosenki skoro od tak dawna było mi źle. Wiem, że będzie dobrze, wiem. Wiem, że jeszcze nie raz się uśmiechnę, spojrzę w oczy temu co było. Wstanę któregoś dnia i powiem sobie "dziewczyno! uśmiech!". Wiem, że mogę to zrobić jutro, ale nie mam siły. Kochać znaczy też cierpieć. Kochać znaczy mieć nadzieję na lepsze jutro i umieć nie zachowywać się racjonalnie. Rozpalać zmysły pożądania oraz zazdrości. Może być coś takiego jak miłe rozstanie? Owszem i dziś tego doświadczyłam. Dziś usłyszałam to co chciałam usłyszeć, to czego pragnęłam. Przy czym rozeszliśmy się na dwie strony, dwie inne strony. Części jabłka inne, zieloną i czerwoną. Nawet lepiej, bo w końcu Go zrozumiałam, a On zrozumiał mnie. I cieszę się, że płakał i On i ja. Cieszę się, że mam niektóre sprawy za sobą, że wiele przed sobą, że świat jest piękny. Pasuje mi tu idealnie cytat "kochajmy się, ale tak - z osobna". Wiele innych także. Nawet znaki interpunkcyjne nie chcą mi się wstawiać poprawnie, a zdania nie umieją być sklecone. 


"wiary w niej nie było. chęci życia ni sił..."

wtorek, 1 marca 2011

Good idea. Bad idea.

Czytając wszystko co tu piszę zastanawiam się czy nie popadam przypadkiem w depresję. Postanowiłam w końcu wejść tu i napisać coś sensownego, pozytywnego, bardziej ludzkiego i wprowadzającego mnie samą podczas czytania w jakiś błogi stan. Wieczorną gimnastykę odpękałam, popołudniową też. Ba! Nawet poranną, co było nielada trudem. Aczkolwiek wstanie z uśmiechem zakończy się (mam nadzieję) snem z uśmiechem. Wieczorna dawka plotek z rodzicami również zaliczona. I w sumie poza tym to nie mam co pisać, nie mam z czago oczyszczać swojego umysłu. Jestem psychicznie zmarznięta zimą i wyczekuję niecierpliwie wiosny, śpiewu ptaków i możliwości niezakładania kurtki. Wyczekuję niecierpliwie! Ach jak ja pomyślę o tym, że już niedługo to się stanie, to moja głowa pęka z pomysłów. Gdyby tylko faceci wiedzieli jak bardzo interesująco kobiety patrzą latem na ich łydki, tyłeczki i ramiona. Nie wspomnę o torsach, bo to dopiero latem. jednak łydki, och mój świecie. Jeszcze bardziej się zniecierpliwiłam...

Poza tym jest doooobrze :-)

niedziela, 27 lutego 2011

MAJAMI BICZ.

świadomość śmierci między sobą, a sobą jest zbyt wielka. świadomość, że ma się wkoło siebie wspaniałych ludzi jest nieadekwatna do tego co się dzieje. Nawet zgodność w najmniejszej kwestii z największym wrogiem pokazuje na jak beznadziejnej drodze się znajdujemy. 

Potoczne "kurwa" gdy już nie wymawia emocji, a staje się tylko codziennym słowem - to już wołanie o pieprzoną pomoc w sprawach miłości/godności/emocji.

Usłyszenie "ale jak przyjdzie, to mu wpierdole" to chyba najcudowniejsze słowa, jakie mogą istnieć...

Usłyszenie od ważnych osób, że "kto umie mówić, że 'będzie dobrze' w najbardziej beznadziejnej sytuacji" czy też "kto umie uśmiechać się i pocieszać innych jak sam ma tragicznie źle?" to 100razy bardziej zmniejsza "beznadziejność" niż ją powiększa.

Śmierć niedołężnym kurwom i pederastom wobez dzieci i innym nieznanym psychikom ludzkim. Chyba sięgam dna... Niedługo nadejdzie czas się odbić, bo ile można się go trzymać czy też do niego dopływać? Stan nieważkości niektórych granic potrafi doszczętnie zabić resztki człowieczeństwa, które u mnie chyba już rozłożyły się na granice całego świata.



Dziękuję. 

środa, 12 stycznia 2011


Ludzka nagość jest tak perwersyjna, że aż piękna. Lubię kobiece odstające kości, gdy ich talia jest tak chuda, że gdy się ją obejmuje można to poczuć. Wiem, że to chore, ale uwielbiam to. Uwielbiam małe kobiece piersi, uwielbiam gdy są chude oraz gdy mają malutkie, drobniutkie i niewinne ciało. Czasem wydaje mi się, że to choroba - tak, właśnie teraz. I ja wiem, że to choroba. To jest piękne. Poza tym, to...


Wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę
Szukają czegoś, co wypełni im czas
Rzucają kamieniami w koła samochodów
I patrzą na spódnice dziewczyn, które nie chcą ich znać