środa, 2 maja 2012

tenk gad.

Jest 6.05 więc zaraz do pracy, będę się streszczać. Pamiętajcie, pisuję tu tylko w gorszy dzień, bardziej "zdołowany". Ten się do takich chyba zalicza, a przynajmniej poprzednie. Za mało wokół mnie wesołych ludzi, którzy nie marudzą. A ja? A ja już nie jestem taka silna (wiem, gadam tak mimo, że w środku prawdę mówiąc mam nadzieję, że po wywaleniu tego z siebie będę umiała się ogarnać). Mam staż, przynajmniej jakoś czas sobie zajmuję, muszę coś ubrać, a nie wiem co. Mój chłopak mnie kocha (wierz w to! zaufaj mu! jest 10miesięcy ze mną, a ja dalej mam lękliwe dni.) więc czemu się martwie? Bo sobie wymyślam problemy, których nie ma. Czas na STOP więc Rusku głowa do góry, uśmiech na nos i git majonez, masz nie płakać tylko się cieszyć. Czemu sobie wkręcasz tyle rzeczy mimo, że wiesz, że wszystko jest ok? Nie wiem

W każdym razie jest coraz lepiej, bez kitu pisanie tutaj pomaga... Dziękuję sąsiedzi za wifi do którego znam hasło! Jestem Wam niezmiernie wdzięczna! A póki co myślę co ubrać, padnie na spodnie, baletki, ale nie wiem jaką bluzke. Chyba jakąś najzwyklejszą . Dam radę :) mam dziś dzień spania, chciałabym żeby mój "Luby" dziś mnie odwiedzić lub nawet na noc został, aaaa ale by było cudownie jakbt się tak dało :) aaale bym go wyściskała, bo w sobote mu nie odpuszczę. Wydaje mi się, że to przez powrót moich rodziców trochę sobie po prostu wkręciłam, że rzadziej się będziemy widywać i to dużo zmieni. Ruskowa Cie chyba pogięło do reszty po prostu... No ale jest lepiej, to jest najważniejsze :)
6.14! Płaczesz? Nie. Cieszysz się? Nie. Przeżyć czas aż P. napisze? Tak. Będzie ok? Nie wiem. Nie sądzisz, że jestes od niego zbyt uzależniona? Tak, aż za mocno. Przypomniałam sobie poniedziałek... Jak bardzo dużo mi miłych rzeczy mówił, a ja dzień później tego nie doceniłam. Oj Rusku i teraz co robisz? Martwisz się. A weź idź martwić się gdzieś indziej, wiem że wrkęcasz sobie własnie że za dużo wymagasz,ale co Ci po tym? Lepiej po prostu weź się w garść i spróbuj to zmienić. Kocham P. Tęsknie...

sobota, 18 lutego 2012

Muszę tu częściej pisać, szczególnie w tych ZŁYCH momentach, bo inaczej to częściej żałuję że coś powiedziałam. Mam czasem serdecznie dość zmagać się z ta wielką depresją, która dopadła umysł lata temu, a która banalnie mnie wyniszcza od środka. Ranię siebie poprzez najbliższych.
Dzień w których powstaną barykady, ja po tej, Ty po tamtej stronie...
Wiem, że użalanie się nad sobą nie daje dużo, najlepiej nie mieć czasu na myślenie, na to głupie "móżdżenie". Szkoda, że ja częściej najpierw robię, potem myślę. Wytrwać do jutra, uśmiechać się, spróbować naprawić błędy. Chcę już ciepłe dni, chcę moją pewność siebie, którą miałam kiedyś, chcę w końcu spokój. Po raz kolejny powtarzam sobie, że sama wymyślam sobie błędy, ale dochodzę do wniosku, że psycholog jest chyba jednym z lepszych wyjść jakie może mnie w najbliższym czasie spotkać. Jest wokół mnie tyle ciepła i ludzkiej radości, a ja nie umiem tego dostrzec, a gdy dostrzegam to dopiero się cieszę. Mam nadzieję, że to wszystko przez pogodę. Niby wszystko przejść powinno gdy się wygadałam, ale nie przechodzi. Moje problemy "z głową" nigdy nie były żartem.
Jeden bilet w jedną stronę (...) jestem Twym śmiertelnym wrogiem, złym snem, który nie miał dokąd odejść. Patrzysz w moje oczy, widzisz kłamstwo, piękne oczy, piękne kłamstwo.
Kiedyś gdzieś przeczytałam, że człowiek, który się dużo uśmiecha ma najwięcej problemów. Nie chciałam w to nigdy uwierzyć.
Kocham Cię mamo.

środa, 25 stycznia 2012

Polacy to dla mnie jeden z bardziej marudzących narodów jakie są. Dobra, może i wytrzymujemy zróżnicowanie religijne w naszym kraju (choć w niektórych jest więcej), znosimy różne poniżenia, zarobki (nie do końca) i wiele innych rzeczy. Tylko czemu do cholery jasnej gdzie nie zajrzę widzę mase informacji, które mimo ich pozytywności przeszukiwane są by znaleźć coś dotyczącego tej ZŁEJ strony? NIe mówcie, że nie wszędzie, bo wszędzie. Dobijają mnie te wszystkie trzynasto i piętnastolatki, które marudzą, że miłości nie ma. Zniosę jeszcze jeśli na fejsie marudzi ktoś, kto ma jakie dwdzieścia lat, mimo że wydaje mi się iż powinni zachować to dla siebie. W sumie to co piszę jest zabawne, marudzę na marudy. Szukam sobie "powodów do zmartwień" ponieważ ciągle siedzę w domu? Nie, bo mam dach nad głową, mężczyzne, który mi daje szczęście i mnie kocha, rodzinę bez konfliktów i na serio nie miałabym na co marudzić, a jeśli bym to robiła to bym chyba była jakaś nie do końca rozwinięta. Marudzę dziś dla tego, że ostatnio nie umiem się dogadać ze znajomymi, ale to nic nie szkodzi. Albo to przejdzie, albo wejdzie w krew i się w ogóle nie dogadam. Płakać chyba nie będę, mama mnie przecież tego uczyła, ale przykro się robi. Zresztą mam nadzieję, że to minie. Jak tylko znajdę prace/staż to wiem, że wszystko znormalnieje. Bo ile czasu ja mam im truć o tym samym? O tym, że u mnie nic nowego i tak dalej. Za studiami i tak nie tęsknie. Też marudzicie na co dzień? Np. na pogodę, jedzenie, innych ludzi? Ja chyba prędzej się popłacze po dłuższym czasie niż będę wiecznie komuś na coś marudziła. I w sumie wolę to właśnie i w spokoju przed miesiączką wszystko rozładować. Albo będę tu pisała. :]
Dziękuję za wysłuchanie. Dowidzenia, życzę udanego dnia. Mój zdecydowanie taki będzie, bo mam nadzieję, że ładnie sobie posprzątam, a potem też coś wymyślę. Może parowar dziś będzie :)

czwartek, 10 listopada 2011

Mam już nowego netbooka, czas na naukę pisania (co proste dla mnie nie jest za bardzo).
Zabawne ile ludzi z mojego miasta rodzinnego prowadzi blogi i przyglądając się to niektórzy robią niezłą internetową karierę. Dziś znalazłam dwa nowe blogi dwóch innych osób i muszę poszukać dogłębniej i może znajdę kogoś jeszcze?
Spać się chce, ale bez znaku od Pana P. nie usnę.
Poza tym pojutrze wrzucę pierwsze zdjęcia tutaj! Urodzinowy ciuch, urodzinowe wspomnienia? Czego chcieć więcej. Niedługo się chyba stąd wyniosę :)