niedziela, 30 października 2011

Dziękuję za swoją niestabilną psychike, wzruszanie się małymi rzeczami, przyjaciół, perspektywy na przyszłość, najbliższe 3tygodnie, w których POPRAWIĘ gramatyke, humor mi się utrzyma na dobrym poziomie i wiele innych pozytywnych aspektów. Wreszcie! Wreszcie mogę się pochwalić, że jest okej, dobrze, wygodnie, przyjemnie, ciepło w sercu, ciepło w pokoju! Mam co prawda bałagan, ale na szczęście nie w głowie tylko na łóżku i biurku, który planuję jutro ogarnąć. Nici z odwiedzin koleżanki, która jakoś w tygodniu prawdopodobnie urodzi Zosie (Zuzie?), a szkoda. Za to teraz w standardzie włączy mi się czas zadumy (powoli się włącza). Może wyjdzie mi to na ręke? Niebawem oczywiście minie rok i będę musiała iść jako reprezentacja rodziny na mszę za wujka. Nienawidzę tego.
Nienawidzę także tego jak mój luby ma takie dni jak te ostatnio! Och! Dobrze, że jestem w Sztumie i widziałam się z przyjaciółkami. Przynajmniej jestem napełniona masą cierpliwości.
Mam jakieś specyficzne podejście do kościoła i do święta zmarłych. Dobry losie, że umiem to trzymać za zębami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz