Żałosna się robię powoli dla samej siebie. Męczą mnie coraz częściej jakieś głupie wachania nastroju, dopada przedmaturalny stres i włączam do tego beznadziejną sytuację w głowie. Czas przestać zajmować się pieprzotami, bo za kilka dni układać będę sobie drogę na reszte zycia. Szkoda az myśleć co się stanie, jak powinie się noga. Prawda jest taka, ze jeśli komuś temat nie podpasuje to dupa jasna i po ptokach, bo na pewno poprawić łatwo nie będzie.
Powoli dochodzę do siebie mimo, ze mam "burdel w mej głowie, jak w damskiej torebce". Irytuje mnie brak literki alt+z Zastanawiam się kiedy ponownie zachce mi się jeść, bo moja waga przy wzroście moze i mnie juz nie przeraza, ale przeraza mnie samo to, ze znowu i znowu nie jem. Moze to przez ten burdel, ale ja chyba sądze, ze to przez uświadomienie sobie jak wiele zalezy w moim zyciu od innych. Powoli a jednocześnie szybko muszę to zmienić. Zakończenie roku 26maja. Tęsknię mocno juz za tym, ze na studiach nie będzie juz przychodzącego do mnie Michała, który mnie rozweselał. I którego dziś w myślach pierwszy raz nazwałam "przyjacielem". Nie powiem tego na głos nigdy... Swoją drogą nie lubię tego słowa, w dzisiejszych czasach jest dla mnie bardziej sztuczne niz mniej. Nie lubię tez słowa "randka". Moze ze względu na to, ze nigdy na zadnej nie byłam. Zresztą "randka" to takie sztuczne filmowe słowo. Dziękuję. Poddaję się. Nie umiem ubrać myśli w słowa.