poniedziałek, 4 kwietnia 2011

bezspornie? turn your head...

Siedzę i rozmyślam, że zamiast pisząc pracę maturalną biegam po pokoju i robię wszystko inne. Szukam jakiejś spokojnej piosenki, która mnie wprowadzi w nastrój jakiś inny niż myślenie. Wpadłam na Bjork - All is fill of love i marzę aby tak było na prawdę. Moje słowa, myśli i czyny ostatnio stają się dla mnie zbyt męczące i monotematyczne. Chciałabym aby moje szczęście do mnie wróciło, bo póki co chyba strzeliło sobie kulkę w gardło i padło (niczym Ziembiewicz, który zauważył, że nic pożytecznego w życiu nie zrobił). Nie wiem czy mam dziś ochotę na pocieszanie siebie, że będzie dobrze i przyklejanie sobie uśmiechu do twarzy. Póki co nie tęsknię za tym uśmiechem, poprostu siedzę i wiem, że będzie dobrze. Tylko dalej nie chce mi się leżeć, nie chce mi się palić, upajać alkoholem, próbować czegoś nowego. Pamiętam jak pisałam kiedyś o pozycji embrionalnej - chcę jej. Najchętniej wróciłabym tam skąd przyszłam, bo zaczyna mi się wydawać, że świat zaczyna mi się kończyć pod stopami z powodu mojego własnego lenistwa i niechęci do niektórych zmian. Może to ta dzisiejsza pogoda?

Bo w sumie... Czuję się dobrze, chce mi się cieszyć i wiem, że wystarczy, że tam w środku gdzieś między żołądkiem, a jelitem cienkim coś przekręcę własną siłą świadomości i zacznę się uśmiechać. Tylko jeszcze nie za bardzo znalazłam powód, siły i chęci aby to zrobić.

Tak, to zdecydowanie przez pogodę.

Bo po wylaniu żali nawet się uśmiechać zaczęłam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz