Muszę tu częściej pisać, szczególnie w tych ZŁYCH momentach, bo inaczej to częściej żałuję że coś powiedziałam. Mam czasem serdecznie dość zmagać się z ta wielką depresją, która dopadła umysł lata temu, a która banalnie mnie wyniszcza od środka. Ranię siebie poprzez najbliższych.
Dzień w których powstaną barykady, ja po tej, Ty po tamtej stronie...
Wiem, że użalanie się nad sobą nie daje dużo, najlepiej nie mieć czasu na myślenie, na to głupie "móżdżenie". Szkoda, że ja częściej najpierw robię, potem myślę. Wytrwać do jutra, uśmiechać się, spróbować naprawić błędy. Chcę już ciepłe dni, chcę moją pewność siebie, którą miałam kiedyś, chcę w końcu spokój. Po raz kolejny powtarzam sobie, że sama wymyślam sobie błędy, ale dochodzę do wniosku, że psycholog jest chyba jednym z lepszych wyjść jakie może mnie w najbliższym czasie spotkać. Jest wokół mnie tyle ciepła i ludzkiej radości, a ja nie umiem tego dostrzec, a gdy dostrzegam to dopiero się cieszę. Mam nadzieję, że to wszystko przez pogodę. Niby wszystko przejść powinno gdy się wygadałam, ale nie przechodzi. Moje problemy "z głową" nigdy nie były żartem.
Jeden bilet w jedną stronę (...) jestem Twym śmiertelnym wrogiem, złym snem, który nie miał dokąd odejść. Patrzysz w moje oczy, widzisz kłamstwo, piękne oczy, piękne kłamstwo.
Kiedyś gdzieś przeczytałam, że człowiek, który się dużo uśmiecha ma najwięcej problemów. Nie chciałam w to nigdy uwierzyć.
Kocham Cię mamo.