Jestem... Podirytowana. Albo też poddenerwowana. Sama nie wiem już.
Zastanawiam się na czym polega okazywanie uczuć, jak budowane są związki, w których ludzie albo się kłócą, albo nie kłócą i i tak na dobre im to wychodzi, bo potrafią się z sobą dogadać. Pokazują sobie uczucia (bo przecież niektórzy umieją to robić! ŁAŁ!), pokazują, że im na sobie zależy. Ale jak to jest gdy tylko jedna strona się stara? Przecież ta starająca się strona może dostać w psychikę taki cios, który może zostawić ślad na kilka dni, miesięcy, lat i się choć odrobinę zabliźnić, lub może zostawić ślad na długie lata i nie znikać w ogóle. Na dzień dzisiejszy i chwilę obecną jestem w rozsypce, której nie da się posklejać, nie da się w żaden sposób zakryć ran jakie mam na sobie. Ale na chwilę bardziej obecną i teraźniejszą jestem w jako takim amoku. Mam ochotę nazwać syna Dexter i być jego ojcem Harry'm (bądź matką Hariet'ą, bo na faceta nie wyglądam za bardzo).
Wiem, że zdarza się, że człowiek nie trafi na człowieka, że będzie wtedy niemiło. Wiem, że tak się dzieje. Jednak wyjaśnijcie mi proszę jak to może być tak, że jak jest związek dwóch osób, to jedna ciągle się stara, a druga myśli tylko o sobie? Nie rozumiem do końca egoizmu w związku. Nie rozumiem jak czasem można nie doceniać wielu rzeczy? Zresztą w ogóle nie rozumiem związków, które są "po raz któryś". Mam ochotę kurwa wstać i przyrżnąć głową w moją cudowną ścianę z cudowną tapetą.
Nie umiem racjonalnie zlepić myśli, bo mam ich w głowie za dużo. Przede mną są moje kody, moje zdjęcia do dokumentów, słuchawki, telefon, śmieci i w tym nasze zdjęcie... Oderwane od ludzi, którzy utrzymali mnie przy życiu, a my... My tak cudownie rozdarci. Nie między sobą nawet tylko na kawałki. Rozszarpani jak roszarpana w amoku kartka, list. Dokładnie. Jak rozszarpany w amoku list, który otrzymała kobieta po wojnie. Taka, która czekała na swojego męża, ojca swoich dzieci, która co dnia wyczekiwała go, a zamiast Niego przyszedł jakiś durny fagas i dał jej list, w którym zawarte były słowa jaki to był cudowny człowiek, jak wiele zrobił dla kraju i jak bardzo jej współczują. Pewnie te pieprzone listy wysyłane były w pieprzonych masowych ilościach i tylko podpisywane przez jakiegoś gupernatora czy chuj go wie.
Miłość jest czymś więcej niż słowami, niż pieprzonym spędzaniem ze sobą czasu. Jest okazywaniem podpory, pieprzonym okazywaniem skruchy gdy zrobi się coś źle. Zasraną oazą spokoju do której się chce wejść po zasranej burzy piaskowej.
Schudłam, zmalały mi cycki. Nic w tym by nie było złego, gdyby nie to, że teraz są takie brzydkie i obwisłe.
Chce mi się palić. Łole!
Po pierwsze- dobrze! Że nie wyglądasz na faceta. Taka opcja jest słaba, przynajmniej.
OdpowiedzUsuńOkazywanie uczuć, często sam wyłapuje przypadki, że bez uświadomienia komuś, że czasem te uczucia trzeba okazać się nie obejdzie. Pomijając już fakt, że często, gęsto, ludzie mijają się z momentami, w których potrzebują okazywania/okazywać uczuć/cia. Nie wiem czy to kwestia jakiegoś posranego biometru czy czego, ale tak już jest niestety, i trzeba brać na to poprawkę.
Jaką masz tapetę? I chyba nie chodzi o egoizm związku- tylko egoizm jednej z person z tego związku. Ludziom egoistom powinno się po prostu skopać raz a dobrze dupę i no. Rozumiesz.
Papieroska? Głowa do góry i jedz. I nie wiem co, ćwicz cycki?
To o cyckach było czymś co musiałam w końcu gdzieś wyrzucić, a przecież nie pójdę do żadnej znanej mi osoby i nie powiem "ej cycki mi obwysły."
OdpowiedzUsuńJem, w końcu. I nie planuję nigdy przestać chyba, że za mocno się stresuję.
Owszem, chodzi o egoizm jednej osoby, dobrze mnie poprawiłeś. Zastanawia mnie tylko czy po kopie taki egoista będzie umiał się zmienić.
Mój były chyba umiał. Zaczął w końcu otwierać się bardziej wobec ludzi i o nich dbać. Szkoda, że nie przypomniał sobie o dbaniu o mnie gdy jeszcze razem byliśmy. No ale cóż... Niedługo koniec roku szkolnego i w końcu może mi tęsknota przejdzie :)
Tapetę mam ładną. Zielono, szaro, złotą. Pionowe paski ;)