środa, 25 stycznia 2012

Polacy to dla mnie jeden z bardziej marudzących narodów jakie są. Dobra, może i wytrzymujemy zróżnicowanie religijne w naszym kraju (choć w niektórych jest więcej), znosimy różne poniżenia, zarobki (nie do końca) i wiele innych rzeczy. Tylko czemu do cholery jasnej gdzie nie zajrzę widzę mase informacji, które mimo ich pozytywności przeszukiwane są by znaleźć coś dotyczącego tej ZŁEJ strony? NIe mówcie, że nie wszędzie, bo wszędzie. Dobijają mnie te wszystkie trzynasto i piętnastolatki, które marudzą, że miłości nie ma. Zniosę jeszcze jeśli na fejsie marudzi ktoś, kto ma jakie dwdzieścia lat, mimo że wydaje mi się iż powinni zachować to dla siebie. W sumie to co piszę jest zabawne, marudzę na marudy. Szukam sobie "powodów do zmartwień" ponieważ ciągle siedzę w domu? Nie, bo mam dach nad głową, mężczyzne, który mi daje szczęście i mnie kocha, rodzinę bez konfliktów i na serio nie miałabym na co marudzić, a jeśli bym to robiła to bym chyba była jakaś nie do końca rozwinięta. Marudzę dziś dla tego, że ostatnio nie umiem się dogadać ze znajomymi, ale to nic nie szkodzi. Albo to przejdzie, albo wejdzie w krew i się w ogóle nie dogadam. Płakać chyba nie będę, mama mnie przecież tego uczyła, ale przykro się robi. Zresztą mam nadzieję, że to minie. Jak tylko znajdę prace/staż to wiem, że wszystko znormalnieje. Bo ile czasu ja mam im truć o tym samym? O tym, że u mnie nic nowego i tak dalej. Za studiami i tak nie tęsknie. Też marudzicie na co dzień? Np. na pogodę, jedzenie, innych ludzi? Ja chyba prędzej się popłacze po dłuższym czasie niż będę wiecznie komuś na coś marudziła. I w sumie wolę to właśnie i w spokoju przed miesiączką wszystko rozładować. Albo będę tu pisała. :]
Dziękuję za wysłuchanie. Dowidzenia, życzę udanego dnia. Mój zdecydowanie taki będzie, bo mam nadzieję, że ładnie sobie posprzątam, a potem też coś wymyślę. Może parowar dziś będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz